Polubienia: 103,Film użytkownika Bezładni (@bezladni) na TikToku: „Poniżej informacje jak się tam dostać. Tak dokładnie byliśmy w stolicy Naddniestrza - Tyraspolu. Obok flag Naddniestrza na równi powiewa flaga Rosji. W centrum również wiszą flagi innych nieuznawanych na świecie terytoriów - na przykład Abchazji.
Gry Akcji Gry obronne Bloons TD 6. Poznaj jedną z najpopularniejszych gier typu tower defense o nazwie Bloons TD 6, w której musisz pomóc psotnym małpom zniszczyć jak najwięcej kolorowych balonów! W grze „Bloons TD 6” będziesz miał do wyboru 9 postaci, z których każda posiada unikalny zestaw aktywnych umiejętności, które
Na dużym ekranie zadebiutowała w 1991 roku w filmie „La Riffa". Gra tam wdowę, która zostawiona z długami zmarłego męża za namową przyjaciela postanawia urządzić loterię pieniężną dla wybrańców, w której, a jakże, będzie jedyną nagrodą. W rozwinięciu kariery filmowej pomógł jej przypadek.
Top Darmowe Gry Online - Wampir. Graj w gry o wampirach na Y8.com. Te gry mają mroczny i krwisty klimat, który ma wspólne elementy z grami o tematyce Gotyku. Jeśli chcesz przygotować się na jakieś straszne święto, jak Halloween lub jeśli chcesz poczuć się jak prawdziwy wampir - oto twoja szansa.
Jizzy – misja w Grand Theft Auto: San Andreas, druga dla Triad, pierwsza zaś dla Syndykatu Loco. Pierwsza część misji polega na obejrzeniu cut-scenki, podczas której członek Triad rozpozna członków syndykatu. Po pierwszej części można dokonać zapisu. Aby rozpocząć drugą część misji, należy zgłosić się do klubu Jizzy'ego w Battery Point. Wsiadamy do podstawionego
Przede wszystkim obowiązywała jedna zasada: jak nie chcesz pracować, to nie musisz. […] Jeśli jesteś prostytutką, musisz kochać swoją pracę, żeby się liczyła. W przeciwnym razie mówią, że jesteś wykorzystywana — czaruje swoje czytelniczki gazeta.pl, ukazując prostytucje jako wymarzoną pracę, „gdy ich pociechy są w
. O Kubie Wandachowiczu zrobiło się głośno z powodu opublikowanego w 2002 roku przez "Gazetę Wyborczą" eseju "Generacja nic". Tekst mówił o pokoleniu 20-latków. Wywołał dyskusje i kontrowersje. Na pewno miał też pewien udział w tym, że głośno zrobiło się o łódzkim zespole Cool Kids Of Death, w którym Kuba gra na basie. W jego muzycznym portfolio znajdziemy też grupy NOT i Tryp (utworzoną kilkanaście miesięcy temu). Łodzianin nie ukrywa, że podoba mu się funkcjonowanie we współczesnym, zdominowanym przez Internet świecie. Niezmiennie ma jak najgorsze zdanie o tak zwanym polskim biznesie muzycznym. Ale ma przy okazji odwagę przyznać się do tego, że "czasami jest prostytutką i się kurwi". Kuba przyznaje, że pojawienie się w jego życiu dziecka wiele zmieniło. Co dokładnie? O tym, a także między innymi o didżejowaniu i polskiej muzyce alternatywnej, możecie przeczytać w poniższej rozmowie z Kubą Wandachowiczem. Zaliczasz się do twórców niepokornych. Nie jesteś oportunistycznym artystą. Czy w obecnych czasach, gdy dominują media, Internet, serwisy społecznościowe, funkcjonuje ci się łatwiej, lepiej, czy też jako artysta przeżywasz większe frustracje? KUBA WANDACHOWICZ: Przede wszystkim dużo łatwiej mi się funkcjonuje jako człowiekowi. Cieszę się, że mam szybki dostęp do muzyki i do informacji. Bez porównania łatwiejszy niż kiedyś. To jest fajne, bo człowiek ma się czym inspirować. Nie ma już tak, że wychodzi jakaś fajna płyta na Zachodzie, a do mnie ona dociera dopiero za pół roku, czy rok. Dzięki Internetowi jestem na bieżąco. Tak naprawdę, to jest tylko narzędzie. Dzięki niemu łatwiej jest mi na przykład zareklamować koncert na Facebooku, zamiast biegać z plakatami po mieście i je rozklejać. Masz też także bezpośredni dostęp do fanów, możliwość kontaktu z nimi. Ale z tego akurat nie korzystam. Dawno z tego wyrosłem. Fora internetowe są dobre dla… Nie wiem… Dawno nie wchodziłem na żadne forum, nie pamiętam nawet, czy w ogóle mi się to zdarzyło. To są jakieś dziwne wykwity. Dla mnie to są wyznania szaleńca. Internet jest pełen śmieci, ale jest też w nim parę rzeczy naprawdę fajnych. Trzeba umieć oddzielić ziarno od plew, mówiąc obrazowo. Jedyną bolączką, jeśli chodzi o działania artystyczne, jest nieuregulowana kwestia pieniędzy dla artystów. Niestety, muszę o tym mówić. Nie udało się wciąż uregulować problemu nielegalnego ściągania z sieci. To jest strasznie złe i należałoby to w końcu rozwiązać. Nie wiem, wymyślić jakiś porządny sklep internetowy, w którym można pewne rzeczy kupować. Nielegalne ściąganie z Internetu powinno być ścigane, po prostu. Czym innym jest darmowe udostępnianie w sieci, gdy zgadza się na to artysta. Z Trypem umieściliśmy pierwszą EP-kę w Internecie do ściągnięcia za darmo. Z Cool Kidsami zrobiliśmy utwór z Hellow Dogiem i też zamieściliśmy w sieci. Po prostu mieliśmy taką ochotę i myśleliśmy, że to będzie dobre posunięcie. Ale czym innym jest, kiedy odbywa się to za wiedzą i zgodą zespołu, a czym innym, gdy ktoś po prostu cię rżnie na kasę. To nie jest fajne. Tryp: "Czołg", zobacz teledysk w Przed laty bardzo krytycznie wypowiadałeś się o polskim show-biznesie, polskich starszych gwiazdach mainstreamu. Jaka jest twoja opinia o dzisiejszym polskim rynku muzycznym i polskim show-biznesie? Zmienił się choć trochę na lepsze? Nie. To jest coś strasznego. Coś okropnie obciachowego. Nie utrzymuję w ogóle kontaktu z tym tak zwanym show-biznesem. Moimi dobrymi kumplami są muzycy z zespołu Muchy, jacyś pojedynczy didżeje. Poza tym mam paru dobrych znajomych, którzy nie są na szczęście reprezentantami show-biznesu, bo ten jest po prostu straszny. Nie ma żadnego powodu, by się czymkolwiek w jego kontekście interesować. Nie ma ludzi, z którymi można by pogadać, i tak dalej. Na szczęście mieszkam w Łodzi, czyli na uboczu show-biznesu. Z kolegami z tak zwanej branży spotykam się czasami na koncertach. I tyle. W swoim słynnym eseju "Generacja nic" napisałeś między innymi, że podstawowym żywiołem artysty jest bycie niezależnym i bycie w kontrze. Czy Kuba Wandachowicz jest obecnie w kontrze do czegoś? Jeśli tak, to do czego? Mam nadzieję, że nie zostanę przez internautów źle zrozumiany, ale kontra, to jest tak naprawdę cecha charakteru. Niektórzy ją mają, niektórzy nie. Jedni muszą coś sprawdzić od podszewki, żeby w to uwierzyć lub to zanegować, innym nie jest to do szczęścia potrzebne. Wydaje mi się, że prawdziwa sztuka polega na kreacji, a żeby coś wykreować, to trzeba najpierw wszystko zanegować. Ponieważ dopiero w takiej sytuacji kreacja jest autentyczna i od podszewki. Bynajmniej nie mówię, że trzeba spalić dwa tysiące lat kultury zachodnioeuropejskiej, chociaż i takie postulaty się pojawiały. I były całkiem ciekawe. Jednak najbliższa mi jest postawa, kiedy można wziąć wszystko w cudzysłów bądź nawias i bardzo krytycznie przyjrzeć się rzeczywistości. Moim zdaniem, tylko coś takiego może zaowocować prawdziwą sztuką. Jesteś też recenzentem płyt, głównie z muzyką alternatywną. Pewnie chociażby z tego powodu baczniej przyglądasz się temu, co dzieje się na polskiej scenie alternatywnej. Sam jesteś do niej zaliczany jako artysta. Jak ją oceniasz? Jakby to powiedzieć… Artyści alternatywni w Polsce są, ale nie jestem pewny, czy istnieje coś takiego, jak scena alternatywna. Są pojedynczy artyści, fajni, wartościowi. Lecz to nie jest żadna scena. Te osoby są często ogólnie znane. Na pewno artystycznym projektem, który się w ostatnich czasach wybił, jest zespół Niwea. Ale scena? Nie wiem, czy można o czymś takim mówić. Młode zespoły mają ciężko, bo coraz mniej ludzi przychodzi na koncerty. Ogólnie, coraz mniej ludzi wychodzi z domu, bo wolą siedzieć w domu przed Internetem. Oprócz takich skupisk kulturalnych, jak Warszawa czy Kraków to naprawdę jest słabo z koncertami, słabo z płaceniem za bilety, i tak dalej. Podejrzewam, że młodych artystów alternatywnych znalazłoby się w Polsce dużo, lecz to za mało, by można mówić o scenie. Masz małą córkę. Pojawienie się w życiu dziecka zawsze zmienia priorytety w życiu i ono ląduje na szczycie listy. Czy musiałeś z powodu dziecka z czegoś zrezygnować albo coś doszło do twoich artystycznych celów, marzeń? Wiem, że to zabrzmi banalnie, ale muszę po prostu odpowiedzialnie zarabiać pieniądze. Jest to w tym momencie dla mnie najważniejsze. Oczywiście mogę sobie robić projekty artystyczne, jakie chcę, bo mam na to czas. Ale przede wszystkim muszę się zająć moim małym dzieckiem. Muszę je ubrać, wychować, jeżeli chcę iść dalej. Coś takiego pojawia się nagle w głowie automatycznie. I chyba przez to ma się też taką niesamowitą siłę do działania. Kazik śpiewał kiedyś, że wszyscy artyści to prostytutki. Jest taka granica, za którą nie dałbyś się za nic w świecie sprostytuować? Zgodziłbyś się na przykład zagrać z zespołem w "Tańcu z gwiazdami"? Tryp: "Czołg", zobacz teledysk w Wiadomo, że bym się nie zgodził. Poza tym, nie jestem taki pewny, czy wszyscy artyści to prostytutki. Wszystko zależy od tego, jaką przyjmiemy definicję artysty. Artystą się czasami jest, czasami się nie jest. Można robić projekty artystyczne, niekomercyjne, na przekór, typu Tryp. Ja gram też na przykład imprezy didżejskie i to nie jest - moim zdaniem - żadna działalność artystyczna, tylko zwykła chałtura. Miksowanie płyt na żywo nie jest czymś, czym chciałbym się zajmować przez całe życie i nie uznaję tego za mój twórczy wkład w kulturę, lecz za zwykłą fuchę. To, a także to, że napiszę na zlecenie teksty dla kogoś, kogo twórczość mam tak naprawdę głęboko w dupie, pozwala mi zarobić pieniądze, by potem realizować projekty wynikające z potrzeby ducha. Czasami oczywiście jestem prostytutką i się kurwię, robiąc rzeczy, których na pewno bym nie robił, gdyby mi za nie dobrze nie płacono. Nie jestem już naiwnym nastolatkiem. Zresztą, zawsze wiedziałem, że życie niestety na tym polega, że trzeba zarabiać pieniądze. Ale cały czas uważam, że mam niezłe alibi w postaci tego, co robię. Jeśli muzycznie i tekstowo tworzę coś dla siebie, dla zespołów, w których gram, to jest to zawsze robione z przekonania, a nie z wyrachowania. Pewnie zauważyłeś ogromną obecnie popularność popkultury, popkulturowych wykonawców. Nie wydaje ci się, że jest tego trochę za dużo? Że przesyt jest bliski? Wydaje mi się, że przesyt już nastąpił. Ale o rozwaleniu się czegokolwiek w ramach popkultury raczej nie ma mowy. Prędzej zniknie coś innego. Według mnie, ludzie chętniej głosują SMS-owo w "Tańcu z gwiazdami" niż w wyborach. Popkultura, mimo tego, że w naszym kraju jest spaczona, skarlała, zaściankowa i na kiepskim poziomie, to jednak jest czymś wspaniałym. Zauważ, że w pewnym momencie do popkultury zaczyna się także zaliczać te ambitne dzieła. Podział na popkulturę i kulturę alternatywną trochę się zatarł. Taka pierwsza płyta Suicide już tak naprawdę należy do popkultury. Najbardziej ambitne filmy też stały się jej częścią. Popkultura tak naprawdę jest jedyną współczesną religią. Są przejawy popkultury fajne, inteligentne i mądre, są też na niskim poziomie. Nie można generalizować, że jeżeli coś jest pop, to jest złe. Wspomniałeś o didżejowaniu. Wiem, że traktujesz to przede wszystkim jako zabawę. Nie myślałeś o tym, aby bardziej zgłębić arkana tej sztuki? Z tego, co wiem, z didżejowania można całkiem nieźle żyć. Imprezy didżejskie są w miesiącu dwie, może trzy. Muzyk ma o tyle łatwiej, że pewne przydatne dla didżeja cechy posiada, jak muzykalność, wyczucie rytmu, umiejętność obsługi instrumentów. Jeśli gra się imprezy parę razy w miesiącu, didżejowanie robi się coraz łatwiejsze. Ale mimo wszystko, to nie jest to, czym chciałbym się zajmować. Nie uważam tego za jakiś akt tworzenia. Dla mnie to jest po prostu niewystarczające. Ja muszę napisać tekst albo muszę czuć, że gram. Jesteś zadowolony z tego, co do tej pory osiągnąłeś jako artysta? Jak się wypowiadasz, to nie wyczuwam w twoim głosie frustracji, niezadowolenia. Raczej nie myślę w ten sposób. Na pewno jest wiele rzeczy, z których jestem dumny, na przykład z występu przed Iggym Popem, z wydania pierwszej płyty. Ale na co dzień o czymś takim się nie myśli, bo w planach są ważniejsze sprawy. Pewnie, że trochę mi się udało, trochę nie udało. Gdybym zrobił jakieś zestawienie, to na pewno zdarzyłoby mi się być bardzo ucieszonym, ale byłyby też chwile, w których byłbym zdołowany. Nie ma sensu tego robić. Zawsze staram się patrzyć do przodu. Może to banał, ale tak to u mnie wygląda. Skoro patrzysz w przód, to jakie masz marzenia artystyczne? Tego jeszcze nie wiem. Cały czas czuję, że jeszcze mi się nie udało. W tym znaczeniu, że do spełnienia jeszcze mi daleko. Nie ma tak, że na przykład muzycznie osiągnąłem tyle, iż mogę czuć się usatysfakcjonowany i zająć się czymś całkiem innym. Cały czas mam ochotę zajmować się muzyką. Za sukces uznam to, jeśli będę mógł to robić przez ileś tam kolejnych lat i będę miał przyjemność bycia z ludźmi, z którymi będzie mi się dobrze współpracowało. I będę miał z tego taki dochód, abym mógł przeżyć ja i moja rodzina. Przede wszystkim chciałbym podróżować, a to akurat w przypadku zawodu muzyka jest czymś naturalnym. Marzy mi się, abym mógł z tymi projektami, w której jestem zaangażowany, pojeździć po świecie i pograć. Nawiązując jeszcze do eseju "Generacja nic", dalej prowadzisz obserwacje tego, co dzieje się w kulturze? Śledzisz, co się dzieje z osobami z twojego kręgu znajomych? Jak radzą sobie w obecnej rzeczywistości? Nigdy nie prowadziłem takich obserwacji. Jeśli człowiek ma w sobie pewien poziom wrażliwości, taka obserwacja przeprowadza się sama. A dziś dopisałbyś coś do tego tekstu? Jak dopiszę, to na pewno opublikuję [śmiech]. Na razie niech ten temat gdzieś tam sobie będzie. Może jeszcze coś kiedyś będę w stanie do niego dopisać. Na razie nie czuję takiej potrzeby. Bardzo ci dziękuję za rozmowę. Tryp: "Czołg", zobacz teledysk w
Słowo na niedzielę: gra wstępna. Felieton, który możesz podesłać swojemu facetowi Opublikowano: 18:40Aktualizacja: 18:42 Siedziałam ostatnio u fryzjera i przeglądałam kolorowe magazyny. Prasówka zaowocowała sporym zdziwieniem, gdy natrafiłam na tekst o grze wstępnej w jednym z popularnych tytułów. Cytaty: „Jeśli kobieta chce gry wstępnej, to znaczy, że nie ma ochoty na seks” albo „Do menopauzy śluzówka pochwy nawilża się sama, więc gra wstępna jest zbyteczna”. Zatrzęsło mną z oburzenia, więc piszę tekst rehabilitujący grę wstępną. Gra wstępna – po co to wszystko?Im dłuższa gra wstępna, tym …Gra wstępna – jak to się robi? Traktowanie gry wstępnej jako nie-seksu oraz babskiej fanaberii jest strasznie krótkowzroczne. Z jakiego powodu? Jeśli zakładamy, że gra wstępna ma służyć tylko rozgrzaniu kobiety przed „tą najważniejszą rzeczą” – czyli penetracją – to od razu idźmy spać. Taka robota nie ma sensu i przypomina tuningowanie starej syrenki, żeby wygrała wyścig WRC. Tak, jak ją zazwyczaj rozumiemy, gra wstępna ma służyć budowaniu napięcia, prowadzeniu zróżnicowanych pieszczot, zabawie. Wszystkiemu, co rozwija podniecenie u obydwu stron. Jest jedyną przestrzenią, w której może rozwinąć się nasza fantazja i namiętność. Bo gdy dojdziemy do penetracji, reguły znacznie się uproszczą i będziemy najbardziej skoncentrowani na wprowadzaniu i przyjmowaniu. Prosty dowód na to, że facetom powinno maksymalnie zależeć na nauce zasad gry wstępnej? Pomyślcie panowie, co zostaje z waszego kunsztu, jako kochanka, jeżeli zapomnicie o wszystkim innym i skoncentrujecie się tylko na tym, ile czasu wasz penis przebywa w waginie kochanki… Warto umieć zrobić coś jeszcze, chociażby na wypadek, gdyby hydraulika zawiodła. Ja nie lubię samego terminu „gra wstępna”, bo dla mnie to oznacza dzielenie seksu na „rozgrzewkę” i danie główne, czyli „to, o co chodzi”. Seks to nie tylko penetracja, szczególnie jeżeli pomyślimy, jak niewielu kobietom przynosi ona prawdziwą rozkosz i orgazmy. Oraz jak wiele innych, nie-penetracyjnych, a nadal bardzo ciekawych rzeczy można robić w łóżku. Gra wstępna już jest seksem. Z tego powodu trzeba dbać o jej jakość i o to, by trwała dość długo. Nie łączymy się tylko po to, żeby mężczyzna umieszczał penis w waginie kobiety w celu prokreacyjnym. To, co robimy przed penetracją (o ile wybierzemy penetrację), jest dowodem na naszą seksualną kulturę. W przestrzeni zakupowej HelloZdrowie znajdziesz produkty polecane przez naszą redakcję: Zdrowie intymne i seks, Odporność, Good Aging, Energia, Beauty Wimin Zestaw z SOS PMS, 30 saszetek 139,00 zł Zdrowie intymne i seks Wimin Serum intymne, 100 ml 79,00 zł Zdrowie intymne i seks WIMIN Dobry seks, 30 kaps. 79,00 zł Zdrowie intymne i seks, Odporność, Good Aging, Energia, Beauty Wimin Zestaw z dobrym seksem, 30 saszetek 139,00 zł Zdrowie intymne i seks WIMIN SOS PMS, 30 kaps. 79,00 zł Im dłuższa gra wstępna, tym … Ile to jest – dość długo? Tu pojawia się problem naszkicowany na początku tego tekstu. Czy jeżeli kobieta potrzebuje gry wstępnej, to znaczy, że nie ma ochoty na seks? Za wydrukowanie tego zdania najchętniej bym pozwała rzeczony magazyn, przynajmniej na udeptane pole. Kobieta może mieć intencję uprawiania seksu i chcieć się rozluźnić dzięki pieszczotom. Albo chcieć być długo i namiętnie dotykana i dotykać. Powodów istnienia tej rzeczy przed seksem są tysiące. Wmawianie kobietom, że skoro chcą czegoś więcej niż penetracji, to znaczy, że nie są podniecone, powinno być karane grzywną, jak zniesławienie. A teraz o tej wilgoci, podnieceniu i całej reszcie. Więc wagina się nawilża, to prawda. Śluz produkują gruczoły przedsionkowe większe, ale ich praca zależy od wielu czynników – ciąży, infekcji, poziomu hormonów. Nawilżenie pochwy nigdy nie jest takie samo dla wszystkich kobiet przed menopauzą. Dlatego, jeżeli mierzymy kobiecą gotowość na seks tylko poziomem śluzu w jej pochwie, to ocieramy się o absurd. I do tego możemy być w błędzie. Młoda matka, nawet bardzo podniecona, może mieć problem z lubrykacją ze względu na pojawiające się po porodzie wysuszenie śluzówek. I tak, dłuższe pieszczoty oraz dobry żel intymny do nawilżania bardzo tu pomogą. Gra wstępna – jak to się robi? Gra wstępna powinna omijać genitalia przez większość czasu. Dlatego właśnie nazywamy ją wstępną. Dla przykładu – cunningulus to nie jest gra wstępna. To jest seks francuski, którego odbiorcą jest kobieta. Zadziała, gdy już wrzemy z gorączki, nie zaś zaraz po zdjęciu ubrania. Chociażby dlatego, że na początku będzie bardziej irytował i łaskotał, niż podkręcał. Właściwym adresem, pod który warto się udać w czasie gry wstępnej, są strefy erogenne. To niesamowite i, niestety, niedoceniane miejsca – płatki uszu, wewnętrzne strony ud, brzuch, kark, stopy. Każdy i każda z nas ma swoje ulubione. Ich niesamowitość polega na tym, że czujemy ekscytację już od samego dotknięcia np. karku. Penis i wagina to naprawdę nie są jedyne miejsca ludzkiego ciała wrażliwe na dotyk! Mistrzostwo w grze wstępnej polega właśnie na maksymalnym wykorzystaniu potencjału „innych” miejsc. Nawigowanie pomiędzy nimi, stopniowanie napięcia dokonuje się poprzez właściwy dobór czasowników. Można miziać, głaskać, uciskać, masować, gryźć, chuchać, zmieniać temperaturę, łaskotać, dotykać różnymi fakturami (materiał, szkło, metal, pióra, aksamit, skóra etc.), ugniatać, drapać, muskać. Możliwości, które stwarza gra wstępna są zaiste – nieograniczone. Zobacz także Marta Niedźwiecka Zobacz profil Podoba Ci się ten artykuł? Powiązane tematy: Polecamy
Karolina ma oczy podkreślone grubą czarną kreską. Rude krótkie włosy przylegają do skóry. Szczupłą sylwetkę schowała w za dużym swetrze. Za długie rękawy naciąga na szczupłe nadgarstki. W maju skończyła 30 lat. Nie wygląda na tyle. Nawet mocny makijaż nie dodaje jej lat. W jej głosie, sposobie mówienia, śmiechu jest hałaśliwość. Perlistość dziecka, które szczebioce, droczy się, kłamie. W jednej chwili zmienia nastrój. To poważna, to przekorna. W sumie, infantylna. Rozkwita, gdy ma przy sobie 10-letnią córkę. Wtedy staje się mamą. Czułą i troskliwą. - Karolina zerwała z prostytucją równo 10 lat temu. Spotkałam ją wtedy na dworcu dużego miasta. Była w ciąży. Domyśliłam się od razu, że nie ma gdzie pójść, że jest głodna. Już wiele takich dziewcząt spotkałam w tym miejscu. Zapraszałam je na kolację do dworcowego baru i informowałam o miejscach, gdzie mogą znaleźć schronienie. Z Karoliną było inaczej - zaprzyjaźniłyśmy się. Z czasem stałam się dla niej rodziną. Pomogłam jej wyjść z tego bagna, ale łatwo nie jest. Karolina ma straszne kryzysy. Nie raz płakała, że chce wrócić do agencji. Że tam jest jej dom. Nie mogła wytrzymać sama ze sobą. Z tym piekłem w sobie. Emocjami, które wyżerają od środka. Złość, frustracja, bezradność i samotność - to odczucia doskonale znane wielu młodym dziewczynom, które wychodzą na przysłowiową ulicę. Mówią, że chcą, że muszą zarobić. Są cwane, beztroskie, niedojrzałe i naiwne. Ale szukają też czegoś więcej. Uwagi, dotyku, kontaktu z drugim człowiekiem, bliskości. To najczęściej dziewczęta z dysfunkcyjnych i patologicznych rodzin, gdzie był alkoholizm, przemoc fizyczna, bieda. Ale też zwykłe zaniedbanie. Brak jakiejkolwiek uważności na dziecko, które jest w rodzinie. To zaniedbanie, szczególnie emocjonalne, ma potem katastrofalne skutki. One nie wiedzą, co to znaczy miłość. Nikt im tego nie pokazał - opowiada Lucyna, wieloletnia opiekunka Karoliny, która zgarnęła dziewczynę z ulicy. Mama załatwiła jej pracę w agencji towarzyskiej Z Karoliną możesz pogadać o wszystkim, ale jak chcesz wedrzeć się głębiej, jest szlaban. Nie ma wspomnień z dzieciństwa, opowiastek o trudach dorastania, o koleżankach i pierwszych miłościach. Tak, jakby jej życie zaczęło się dopiero po 20-tce Od razu z córeczką u boku, z Lucyną, która jest i mamą, i przyjaciółką w jednym. Karolina nie ma oporu, aby przyznać, że ma dziecko z klientem, ale o nich samych nie chce mówić za wiele. Jej świat jest czarno-biały. Tata pił i bił, był niedobry dla rodziny, więc mama od niego odeszła. Mama była bohaterem. Oprócz Karoliny wychowała jeszcze dwóch młodszych synów. Poświęciła im życie. Czegóż chcieć więcej? - Karolina nie potrafi tego przezwyciężyć. Idealizuje rodzinny dom. Ale to mama ściągnęła ją do pracy w Niemczech, gdy dziewczyna miała zaledwie 16 lat. To mama załatwiła jej pracę w agencji towarzyskiej i dopilnowała, aby córka miała dobre zarobki. Kiedy dowiedziała się, że Karola spodziewa się dziecka, nakazała córce, aby na czas ciąży i porodu wróciła do Polski. Do rodzinnego mieszkania w rozpadającej się kamienicy, gdzie wegetował ponad 80-letni dziadek. Karolina wysiadła na dworcu w W. i przechadzała się niespiesznie po peronach. Szukała opiekuna, bo nie chciała wracać do dziadka. Jak większość młodocianych prostytutek, dziewcząt jeszcze osobowościowo nie ukształtowanych i niedojrzałych, miała w głowę wbudowane naiwne przeświadczenie, że być może okaże się dla kogoś "pretty woman". Kiedy zapytałam ją przy posiłku w dworcowym barze, w którym jest miesiącu, odparła, że chyba w szóstym. Na badaniach lekarskich nie była. 10-letnia Amelia ładuje się na kolana matki. Obejmuje ją za szczupłą szyję. Karolina odwzajemnia uścisk. - Amelka to mój skarb największy, mój motorek napędowy do życia - uśmiecha się Karolina. Ze szczegółami opowiada dzień porodu i pierwsze tygodnie życia dziecka. Podkreśla pomoc Lucyny. Zapewnia, że nie myślała o aborcji, ale po porodzie zamierzała zostawić dziecko w oknie życia. Mówi, że nie ma pojęcia, kto może być ojcem dziewczynki, ale to nie ma dla niej żadnego znaczenia. O tym, aby wychowywać małą, zdecydowała się za namową Lucyny. Lucyna zaprowadziła ją na badania, w tym na USG, potem do szkoły rodzenia. Dopiero pod jej wpływem Karolina zaczęła myśleć o sobie jako matce, a o wielkim brzuchu, jako miejscu, w którym rozwija się jej dziecko. - Lucyna jest dla mnie jak dobry anioł. To dzięki niej mam Amelkę. Mam dla kogo żyć - podkreśla Karolina. Miłość utożsamia z aktem seksualnym Lucyna: - Karolinie się udało. Zaakceptowała dziecko i - co najważniejsze - pokochała je. Stała się matką. Na tym odcinku zdała egzamin na pięć. Znacznie trudniej uporać się Karoli z traumą przeszłości. Karolina przeszła psychoterapię, mimo to pozostaje na granicy intelektualnej normy. Ma dość infantylny ogląd rzeczywistości. Głód uczuć wyniesiony z rodzinnego domu pozostał niezaspokojony. Nie zaspokaja go nawet Amelka. Karolina ma nadmierną potrzebę akceptacji i bliskości. Aby czuć się osobą wartościową, musi być przekonana, że ktoś przynajmniej ją lubi. Miłość utożsamia z aktem seksualnym. Czułość i dobre traktowanie ze strony klienta brała za dobrą passę. Ale ma też w sobie duży instynkt przetrwania. Potrafi być na swój sposób cwana. Dlaczego trudno przeprowadzić z nią szczerą rozmowę? Bo nauczyła się kamuflować. Ona dobrze wie, czego oczekuje od niej słuchacz i potrafi gadać na jego modłę. Młodziutkie dziewczyny, które z własnej woli wchodzą w prostytucję, zaspokajają sobie przy jej pomocy różne potrzeby. Granica między tym, co moralne a niemoralne, zaciera się. Często brak im punktu odniesienia. Skoro w rodzinnym domu działy się różne sceny, to "ulica" jest jak zmiana dekoracji. Dom rodzinny tworzy normę, z którą idzie się w świat i przykłada ją do nowych sytuacji. Dla dziewczyny nie ma nic zatrważającego w tym, że facet podniósł na nią rękę, bo całe życie patrzyła, jak robi to jej rodzony ojciec. Co najwyżej z roli biernego obserwatora w dzieciństwie, może wejść w rolę ofiary, ale też i kata. Nie rozumie, że może istnieć normalność bez wyzwisk i upokarzania. Trudno ją tego potem nauczyć, przekonać, że jej rzeczywistością mogą rządzić zupełnie inne zasady, mogą w niej zaistnieć zupełni inni ludzie. Ona niedowierza i … robi swoje, bo takie jest życie. Lucyna uważa, że proces wychodzenia z prostytucji jest bardzo trudny i długotrwały. Bez wsparcia osób z zewnątrz: psychologa, pedagoga, kuratora czy innego opiekuna - praktycznie niemożliwy. Dziewczyna, która wdepnęła w prostytucję, tonie w niej z czasem jak w bagnie. Następują w jej psychice zmiany mentalne. Lucyna zna dziewczyny, które, choć już nie prostytuują się od lat, robią to w inny sposób. Mają specyficzny, roszczeniowy stosunek do ludzi. Uważają, że światem rządzą proste reguły: musisz coś dać, aby coś otrzymać. Nic nie jest za darmo. Najczęściej są to kobiety o zaniżonej samoocenie i niskim poziomie szacunku do własnej osoby. W prostytucję pchają swoje dorastające dzieci - Matka ściągnęła 16-letnią Karolinę do pracy w niemieckim burdelu, a córka nie widziała w tym nic złego! Ba, czuła się nawet wyróżniona, bo mama zadbała, aby dziewczyna miała lepsze warunki, nie pracowała np. na tak zwany ryczałt tylko na godziny - opowiada Lucyna. - Karolina szczyci się też tym, że nigdy nie była tirówką. Nie obsługiwała klientów w tanich motelach, będąc, za jednorazową opłatą, do ich całonocnej dyspozycji. Że nie musiała zniżać się do poziomu cichodajki z netu, oszukanej przez jakiegoś zboczeńca. O, tak, Karolina zna takie historie. Ona miała "normalną pracę", za "normalne pieniądze" - tak to ocenia! - Nie każdy facet przychodził do agencji, aby sobie bzyknąć - mówi Karolina. - Niektórzy chcą tylko pogadać, poprzytulać się. Lucyna: - I to jest ta misja, którą przypisują sobie dziewczyny. Czują się jak powiernice, doradczynie, lepsze niż psycholog. Okazuje się, że nie są dla faceta wyłącznie waginą. Karolina nieraz podkreślała, że nie ma przeżyć związanych z gwałtem, z przemocą ze strony klienta czy pobiciem. Pracowała - to też ciągle podkreśla - w porządnej agencji. Bywały noce, że przyjmowała kilkudziesięciu mężczyzn. I wtedy była harówa. Ciało miała obolałe. Czuła się wypruta. Uważa, że psychicznie radziła sobie dobrze, bo po prostu wyłączyła mózg. O tym, że wszystko w niej siedzi; wstyd, poczucie porażki, złość i nienawiść do siebie i innych ludzi, przekonała się podczas terapii. - Żeby nie myśleć o sobie w kategoriach dziwki, trzeba zgwałcić własną świadomość - uważa Lucyna. - Wmówić sobie, że to praca, rozrywka, głupota, zabawa, sponsoring. Wszystko tylko nie puszczanie się. Trudno zmierzyć się z prawdą o sobie. Bez obwiniania siebie i innych. Po prostu, zmierzyć z faktami. Potrzeba do tego dojrzałości i ogromnej pokory. Która młoda dziewczyna jest na to gotowa? Karolinie pomógł przypadek. Zaszła w ciążę z klientem i coś, co mogło ją dodatkowo obciążyć, przekuła w trampolinę, od której odbiła się jak od dna. Karolina urodziła i pokochała swoje dziecko. Zaczęła powolutku budować swój nowy świat i ja jej w tym bardzo pomogłam. Jednak dziewczyn, którym się to nie udało albo tego wcale nie chcą, są tysiące. Prostytucja robi spustoszenie w psychice dziewczyny. Wyciska piętno na całe życie. Zmiany mogą być nieodwracalne.
Oto, co poseł Konfederacji Grzegorz Braun i jego współpracownicy sądzą o trzech milionach Ukraińców, którzy uciekli przed wojną i znaleźli schronienie w Polsce: przywożą AIDS, gruźlicę, nielegalną broń i "modę na prostytucję". A do tego są traktowani w Polsce lepiej, niż Polacy. I jeśli nie zabiją nas chorobami, to przejmą władzę, a wtedy… przypomnijcie sobie Wołyń. Tacy politycy powinni być otoczeni politycznym kordonem sanitarnym, zmarginalizowani i wyśmiani. Ale poseł Braun dobrze wie, że ma do kogo przemawiać. Prawicowy internet – często inspirowany z Rosji, bo z kolei Rosja dobrze wie, że na skrajną prawicę zawsze można liczyć – posła Brauna uwielbia. A PiS – jak zwykle – boi się o swoją prawą flankę i patrzy na sondaże. Ofiary wołają, żeby ich pochować
gra w której jesteś prostytutką